Krzysztof Dubiński

150 odsłon Giewontu w Operze Narodowej. Kolekcja niezwyczajna Elżbiety i Andrzeja Kubasiewiczów

Sale Redutowe Teatru Wielkiego – Opery Narodowej dawno nie gościły tak niecodziennej wystawy. Od połowy grudnia 2024 do połowy marca 2025 r. zaprezentowano w nich kolekcję blisko 150 prac autorstwa kilkudziesięciu artystów urodzonych na przestrzeni ostatnich 150 lat. Artystów przypisywanych do różnych szkół i stylów, od XIX-wiecznego realizmu po abstrakcyjną sztukę współczesną oraz tworzących w rozmaitych technikach, od dostojnych sztalugowych olejów, przez akwarele, pastele, drzeworyt i inne techniki graficzne. Bo też ani biografia artystyczna twórców, ani ich styl czy warsztat nie ukonstytuowały tego zbioru. Osią doboru dzieł stał się jeden motyw. Każde z nich jest artystyczną interpretacją tatrzańskiego pejzażu z jego najbardziej rozpoznawalną skalną bryłą Giewontu.

Giewont. Kolekcja niezwyczajna – monotematyczny zbiór dzieł sztuki zrodził się z pasji dwojga ludzi. Pod koniec ubiegłego wieku Elżbieta i Andrzej Kubasiewiczowie, zakochani od zawsze w polskich Tatrach, postanowili osiąść na stałe u ich podnóża. Kupili w Zakopanem dom z widokiem na masyw Giewontu, a niedługo potem w antykwariacie Stary Świat prowadzonym przy warszawskim Nowy Świecie przez ich przyjaciela, Marka J. Zalewskiego, kupili płótno Stanisława Kamockiego przedstawiające Giewont.

Warto przypomnieć, że profesor Kamocki, organizator i kierownik zakopiańskich plenerów studenckich Akademii Sztuk Pięknych, krytykował w 1936 r.:

[…] sensacje portretowe mające na celu rzekome obnażanie psychiki, a dające w produkcji masowej wrażenie raczej jednostajności i ubóstwa niż różnorodności i bogactwa. W rezultacie widzi się tylko tani efekt zamiast trwałej wartości. Taką pomyłką malarską jest Stanisław Ignacy Witkiewicz [cytat za: Giewont. Kolekcja niezwyczajna. Obrazy ze zbiorów Elżbiety i Andrzeja Kubasiewiczów, oprac. M. J. Zalewski, Warszawa–Zakopane 2019, s. 143].

Akurat w tej ocenie głęboko się pomylił, choć sam pejzażystą był znakomitym, podobnie jak Stefan Filipkiewicz, którego Widok na Tatry zimą też wkrótce przewędrował z Nowego Światu do zakopiańskiego domu Kubasiewiczów. Andrzej Kubasiewicz mówi:

Dalej to już poszło samo… I kolekcja rozrosła się do dzisiejszych rozmiarów. Ale choć trwa to już 25 lat, nie natrafiliśmy na dwa identyczne portrety Giewontu. Choć wszyscy „nasi” malarze patrzą na ten sam szczyt, każdy widzi go inaczej. Każdy obraz w kolekcji to nowa, autorska interpretacja tego motywu wyrażona nie tylko odmienną porą roku, porą dnia, aurą, perspektywą, ale też nastrojem malarza [ten i dalsze cytaty z rozmowy przeprowadzonej przez autora artykułu].

Trzon kolekcji stanowią płótna malarzy tworzących na przełomie XIX i XX w., którzy w większości wyszli spod skrzydeł Jana Stanisławskiego z krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych bądź zdobywali wykształcenie artystyczne w Monachium czy w Petersburgu. Obok Kamockiego i Filipkiewicza mamy tu cała plejadę uznanych artystów tamtej epoki, m.in.: Stanisława Gałka, Wojciecha Weissa, Zefiryna Alojzego Ćwiklińskiego, Kazimierza Stabrowskiego, Marcelego Harasimowicza czy Henryka Szczyglińskiego. Zaprzyjaźnionego z Witkacym Rafała Malczewskiego reprezentują w kolekcji 4 akwarele tatrzańskie.

Poza wielkimi nazwiskami przełomu stuleci i długą listą twórców słabiej wpisanych w pamięć tamtej epoki pojawiają się w kolekcji wizerunki Giewontu autorstwa twórców współczesnych, a bezsporną zasługą Kubasiewiczów jest otwarcie się na najmłodsze pokolenie artystów. W tej partii kolekcji na wernisażu uwagę zwracała – z racji biograficznych konotacji – rysunkowa impresja górska Alicji Kokosińskiej, scenografki, malarki i projektantki ubiorów, prywatnie zaś – córki świetnej polskiej mezzosopranistki, Małgorzaty Walewskiej.

Tworzenie dużych zbiorów monotematycznych to jedno z najtrudniejszych przedsięwzięć w praktyce muzealnej i kolekcjonerskiej. Sięgać trzeba po prace twórców szerzej nieznanych lub całkowicie zapomnianych przez krytykę, a fascynacja motywem i przyznanie mu pierwszeństwa nad poziomem artystycznym gromadzonych dzieł są zwykle największymi grzechami. Kubasiewicz, włączając do kolekcji płótna artystów trzecioligowych, a nawet amatorów malujących z potrzeby serca, jest świadomy niebezpieczeństwa.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie są wybitnymi, a nawet tylko poprawnymi dziełami. Dlatego właśnie unikam określenia kolekcja, które – w moim rozumieniu – zawiera w sobie nieco bogatszą, większą zawartość, że tak to nazwę, artyzmu. Nazywam ją zatem „kolekcją niezwyczajną”, która daje okazję do odkrywania piękna i niezwykłości Zakopanego.

Przyznać trzeba jednak, że tym ryzykiem mniejszej „zawartości artyzmu” w Giewoncie Kubasiewiczowie gospodarują ostrożnie; rozważnie dobierają postaci, które mogą budzić zainteresowanie z racji swojej wysokiej pozamalarskiej pozycji artystyczno-towarzyskiej lub też przeciwnie – z różnych powodów los zepchnął je w mgłę zapomnienia. Sale Redutowe z pewnością były właściwym miejscem do zaprezentowania płótna Giewont ze sztalug Wiesława Ochmana, legendarnego tenora, dla którego twórczość malarska stała się drugą po muzyce pasją. Amatorskie, ale dekoracyjne i dobre warsztatowo obrazy Ochmana, cieszą się uznaniem publiczności, a z galerii znikają jak świeże bułeczki. Na drugim biegunie umieścić możemy równie poprawny kompozycyjnie i warsztatowo pejzaż innego malarza-amatora, Jerzego Pawłowskiego. To płótno przyciągało uwagę głównie za sprawą dyskretnie zamykających autorską sygnaturę skrzyżowanych szabel, które pozwalają zidentyfikować słynnego szermierza, pięciokrotnego medalistę olimpijskiego i szpiega CIA, który po burzliwych przejściach sportowo-szpiegowsko-więziennych odnalazł spokój przy sztalugach.

Podjęcie ryzyka prowadzi czasem do odkryć zaskakujących publiczność. W kolekcji Kubasiewiczów zobaczyć możemy interesujący, barwny drzeworyt Tatry. Giewont, odbity z 6 klocków w 1930 r. Ta grafika wydobywa z zapomnienia Władysława Bieleckiego, malarza, rzeźbiarza, a przede wszystkim znakomitego przedstawiciela złotej epoki grafiki polskiej, zakończonej wraz z wybuchem II wojny światowej. Bielecki to człowiek o biografii pełnej dramatycznych zwrotów. W młodości należał do ruchu strzeleckiego, podczas Wielkiej Wojny walczył w 2 Pułku Ułanów Legionów Polskich, w odrodzonej Polsce uczył rzeźby w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a w 1927 r. otrzymał nagrodę Polskiej Akademii Umiejętności z funduszu Feliksa Jasieńskiego. Jego grafiki prezentowano na większości z 80 wystaw organizowanych przez Towarzystwo Szerzenia Sztuki Polskiej Wśród Obcych, m.in. w: Helsinkach i Florencji (1927), Wiedniu (1928), Londynie, Tokio i Chicago (1930), Wenecji (1932), Moskwie i Buenos Aires (1933). II wojna światowa zmieniła wszystko w jego życiu. W 1940 r. artysta dobrowolnie podpisał volkslistę, a dwa lata później za kolaborację z okupantem został zastrzelony z wyroku Armii Krajowej. Z tego powodu przez ponad 6 dekad jego postać i twórczość pozostawały całkowicie poza nawiasem zainteresowań krytyki i odbiorców. Kubasiewiczom nie zabrakło odwagi, by tego artystę o dramatycznie zawikłanych losach umieścić na swojej zakupowej liście.

Wystawa w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej pokazuje, że w Polsce mamy coraz szersze, choć wciąż dość elitarne grono kolekcjonerów gromadzących swoje zbiory nie z egoistycznej głównie chęci posiadania, lecz z myślą o ich publicznym udostępnianiu. Giewont Kubasiewiczów to zbiór wędrujący, od kilku lat prezentowany w różnych zakątkach kraju. Na przełomie lat 2019 i 2020 można go było oglądać w Willi Oksza należącej do Muzeum Tatrzańskiego, w 2022 r. gościł w Muzeum Okręgowym w Suwałkach, a rok później w Muzeum Miasta Zgierza. Reprezentatywny wybór dzieł pokazywano m.in. w: Przemyślu, Starogardzie Gdańskim, Łomży i Ostrowi Mazowieckiej.

Możliwość dzielenia się kolekcją z publicznością jest niezwykle satysfakcjonująca i sprawia nam więcej radości niż samo jej posiadanie – mówi Andrzej Kubasiewicz. – Dlatego od pewnego czasu podejmujemy działania, żeby znaleźć dla kolekcji stałe miejsce ekspozycyjne i myślimy o przekazaniu jej w ręce publiczne.

Jak wynika z poufnych informacji, do których dotarła redakcja „Witkacego!”, wszystko wskazuje na to, że niezwyczajny Giewont Kubasiewiczów znajdzie swoją stałą przystań tam, gdzie wydaje się to najtrafniejsze, czyli… pod Giewontem.

Podziel się z innymi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *