O domowej edukacji Stasia pisano wiele, z uznaniem lub przekąsem. Nauczyciele zakopiańskiego geniusza doczekali się co najmniej biogramów, artykułów lub całych książek im poświęconych. Nie byli to bowiem ubodzy, półanonimowi guwernerzy, a kwiat polskiej myśli twórczej – geolog Mieczysław Limanowski, kustosz Muzeum Tatrzańskiego Walenty Staszel, matematyk Władysław Folkierski; na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych m.in. profesorowie Józef Mehoffer, Jan Stanisławski, Stanisław Dębicki, w Bretanii mistrz Władysław Ślewiński. Oczywiście najdłużej kształcili syna jego rodzice. Maria Witkiewiczowa uczyła muzyki systematycznie, podczas lekcji ze Stasiem dopracowując swą metodę pracy z kilkuletnim uczniem, co zaowocowało wydaniem Elementarza muzycznego w 1894 r.

Amelia Jastrzębska ok. 1893 r. Fot. N. N.

Losami jedynej, oprócz matki, kobiety odpowiedzialnej za pozaszkolną naukę przyszłego Witkacego, nikt się dotąd nie zainteresował. Sam Staś zadbał o to, by przeszła do historii – w juwenilnych Komediach z życia rodzinnego (Komedia czwarta, scena druga) uwiecznił pannę Jastrzębską:

Staś: Pożar! Pożar!!! Drabiny windować! Na pomoc! na pomoc!!! sikawek!!! sikawek!!! wody! wody! prędzej! Hej! Hej! Drabiny! Drabiny! Rury!!! Rury!!! Prędzej, prędzej!!!
Mama: No, może byś zrobił lekcje.
Staś: Zaraz.
Mama: No to chodź prędzej, bo potem przyjdzie panna Jastrzębska.
Staś: Idę. Staś robi lekcje. Wchodzi panna Jastrzębska. Panna Jastrzębska kończy lekcję.
Mama: Czy pani widziała Stasia komedie?
Panna Jastrzębska: Nie. Mama pokazuje komedie.
Panna Jastrzębska czytając: Pani! To jest zupełny Meterlink! Wychodzą .

Jak zauważył Daniel Gerould, w dialogu matki z nauczycielką Staś po raz pierwszy „przydzielił sobie rolę artysty, igrając z rzeczywistością przedstawioną” . Działo się to najprawdopodobniej w roku 1893, gdy Witkiewiczowie mieszkali przy Przecznicy, w domu nr 4 należącym do Jana Gąsienicy Gronikowskiego Kujona , a najczęstszym towarzyszem zabaw Stasia był Władysław Kiejstut „Kiesio” Matlakowski. Jeszcze pod koniec 1892 r., gdy Stasiem zawładnęła fascynacja dramatopisarstwem, ojciec utyskiwał na brak środków na ściągnięcie pod Tatry pedagoga formatu Adolfa Dygasińskiego. W tym czasie musiała się w Zakopanem zjawić, prawdopodobnie dla poratowania zdrowia, panna Jastrzębska.
Zapisany w dziecięcej komedii okrzyk, będący owocem szybkiego skojarzenia utworu z nastrojowością twórczości Maurice’a Maeterlincka, świadczy o dobrej orientacji nauczycielki w nowościach wydawniczych. Do 1893 r. tylko jeden dramat tego autora, Intruz, został spolszczony przez Bronisława Laskownickiego i wydany drukiem we Lwowie (1892). Inne dzieła belgijskiego symbolisty panna Jastrzębska mogła czytać wcześniej tylko po francusku. Mogła też słyszeć o prapremierze Peleasa i Melisandy, która miała miejsce 17 maja 1893 r. w paryskim teatrze Bouffes-Parisiens. Dopiero w 1894 r. Wybór pism dramatycznych z upoważnienia Maeterlincka przełożył na język polski, opatrzył wstępem krytycznym i wydał w Warszawie Zenon „Miriam” Przesmycki. Ryszard Waksmund uznał, że Jastrzębska „przepowiedziała proroczo” przyszłość dramatopisarską Stanisława Ignacego , choć nie należy zapominać, że to ojciec jako pierwszy porównał chłopca do debiutującego w dzieciństwie Lopego de Vegi. Być może to nie przypadek, że gdy po Jastrzębskiej Limanowski przejął kształcenie Stasia, jego pasja teatralna zgasła na długie lata.
23 lipca 1903 r., po prawie 10 latach od lekcji z panną Jastrzębską, Stanisław Witkiewicz donosił synowi podczas jego wędrówki do Kamieńca:

Ludzie się zjeżdżają i zawadzają o nas. Naturalnie, oglądanie Twoich studiów należy do rytuału rodziny Musgrafiów. Czy pamiętasz pannę Jastrzębską, która występuje w Twoich komediach? Była tu (pani Ponińska) – dla niej Twoje studia miały szczególny interes – była z bratem i dwoma Markizami – Rojem (Wojtkiem) i Wielopolskim, którego Jacek maluje .

Dopiero w wydanej pod koniec 2017 r. Kronice życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza Tomasz Pawlak odnotował w przypisie do części opracowanej przez Annę Micińską: „Być może chodzi o Amelię z Jastrzębskich hr. Ponińską (1871–1942), żonę hr. Mieczysława Ponińskiego od 1894 r.” .
Kim była tajemnicza Amelia? Czy – w przeciwieństwie do Stefci Rudeckiej – pochodziła z odpowiednio wyższych sfer? A może dysponowała posagiem tak niebagatelnym, że niemożliwym do zignorowania przez hrabiów Ponińskich? Musiała być świetnie ustosunkowana, skoro podczas kurtuazyjnej wizyty u Witkiewiczów w 1903 r. towarzyszyli jej 64-letni wówczas gazda, człowiek-instytucja, przewodnik i budowniczy domów w stylu zakopiańskim, Wojciech „Roj” Gąsienica oraz Aleksander hr. Wielopolski, wnuk osławionego naczelnika Rządu Cywilnego Królestwa Polskiego, sportretowany przez Jacka Malczewskiego na obrazie Hamlet polski .
Amelia z Jastrzębskich h. Ślepowron przyszła na świat 24 października 1868 r. w Krakowie jako czwarte dziecko i jedyna córka Stanisława Leopolda i Marii z Dembińskich h. Nieczuja . Przez babkę Teresę Jastrzębską Amelia spowinowacona była z Kazimierzem i Włodzimierzem Przerwa-Tetmajerami (brat ich pradziadka, Wojciech Tetmajer adoptował Teresę, naturalną córkę Jana Rudnickiego, pana na zamku w Dębnie). Imię dostała po drugiej babce, zmarłej w 1860 r. Amelii z Dembińskich h. Rawicz Ludwikowej Dembińskiej (h. Nieczuja), która po przedwczesnej śmierci męża w 1835 r. została panią na dobrach Góry, obejmujących ziemie w powiatach: koneckim, opoczyńskim, pińczowskim, jędrzejowskim i stopnickim. Zaradna i gospodarna, okazała się zbyt nowoczesna, gdy – z pomocą administratora – bezskutecznie próbowała namówić chłopów w swoim majątku do zastosowania kosy podczas żniw . Nie dziwota, że się nie udało, wszak i w kolejnym stuleciu zwolennicy sierpa zwalczali bezbożne usprawnienia, co uwiecznił m.in. Edward Redliński w Konopielce. Babka Amelia pochodziła ze starego rycerskiego rodu, w prostej linii była potomkinią Giedyminowiczów, Rurykowiczów, Piastów, a przez nich także w 32. pokoleniu pra(pra…)wnuczką samego cesarza rzymskiego Karola Wielkiego. Ślubu Dembińskim udzielał w 1825 r. biskup krakowski, senator Jan Paweł Woronicz, późniejszy prymas. Jednym z siostrzeńców Ludwika Dembińskiego był wspomniany wyżej margrabia Aleksander Wielopolski, inicjator branki, która stała się bezpośrednim powodem wybuchu powstania styczniowego .

Maria z Dembińskich Jastrzębska, lata 60. XIX w. Fot. W. Rzewuski, w zbiorach MOT.


Stanisław Leopold Jastrzębski, lata 60. XIX w. Fot. W. Rzewuski, w zbiorach MOT.

Babce Amelii Dembińskiej pisane było doświadczyć śmierci najbliższych osób: narzeczonego Adama hr. Konarskiego, babki Urszuli z hr. Morsztynów starościny Dembińskiej, męża Ludwika, który przez przypadek wypił trujący ekstrakt z gorzkich migdałów, matki Katarzyny, 16-letniej córki Heleny i 20-letniego syna Ludwika w pojedynku. Przepłakała w Górach 20 lat. Pisała o tym w Pamiętnikach jej cioteczna siostra Sabina z Gostkowskich Grzegorzewska:

to jedna z tych anielskich istot, które natura od czasu do czasu skąpo i oględnie stwarza dla szczęścia i pociechy rodzin. Pełna poświęcenia i uległości dla sędziwej babki nie odstępowała jej do zawarcia powiek, znosząc nieporównaną cierpliwością marudztwa i zmienny humor schorzałej już w końcu życia staruszki. Bóg przedłużył życie Amelii, aby dał jej do dna wyczerpać wszystkie gorycze tego życia przez najdolegliwsze straty .

Wróćmy jednak do bohaterki tego artykułu, Amelii Jastrzębskiej. W dzieciństwie i młodości, mieszkając w malowniczo nad Nidą położonym rodzinnym Jurkowie k. Wiślicy, wiele słyszała o problemach stryja Edmunda, który w 1862 r. odziedziczył po śmierci ojca dobra ziemskie okalające późnogotycki zamek w podtarnowskim Dębnie. Zamek, będący już wówczas unikatowym w skali polskiej zabytkiem mieszkalnym, uległ kilku poważnym pożarom, których skutki usuwano w toku niekończących się prac remontowych, renowacji i przebudów aż do końca XIX w. O Dębnie pisano jednak także przy okazji sukcesów dziedzica w hodowli koni. W obszernych stajniach nieopodal zamku Jastrzębski doglądał m.in. stada klaczy krwi angloarabskiej, z których słynął nie tylko w Austro-Węgrzech. Najpiękniejszego wierzchowca podarował samemu cesarzowi Franciszkowi Józefowi. W 1873 r. na wystawie koni w Wiedniu przybyły osobiście z Włoch król Wiktor Emanuel II kupił od Jastrzębskiego dwa ogiery rasy wschodniej, młode taranty Tricka i Tracka .

Zamek w Dębnie, 2019. Fot. E. M. Pawlak.

Rodzice Amelii traktowali średniowieczny zamek w Dębnie jak rodowe gniazdo, obiekt koniecznej troski i odpowiedzialności całej familii, mimo że nie byli jego właścicielami i nie spodziewali się nimi stać. Przybywając w gościnę, nie skąpili grosza, by wesprzeć miejscową parafię, o czym świadczy choćby sfinansowanie przez Stanisława i Marię Jastrzębskich, za sumę 214 reńskich, renowacji i doposażenia ołtarza św. Anny w gotyckim kościele dębińskim pw. św. Małgorzaty już w 1864 r.
W Dębnie gościli najwybitniejsi XIX-wieczni rysownicy i malarze polscy. W 1866 r. na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” sekretarz Oddziału Archeologii i Sztuk Pięknych Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, konserwator zabytków Władysław Łuszczkiewicz publikował o wyjątkowej rezydencji artykuł ilustrowany drzeworytami Feliksa Zabłockiego i Konstantego Przykorskiego według rysunków „z natury” Jana Matejki. Pierwszy rysunek przedstawiał bogato zdobiony wykusz w północnej elewacji wschodniego skrzydła zamku.

F. Zabłocki, Wykusz zamku w Dębnie, drzeworyt wg rys. J. Matejki, 1866.

Łuszczkiewicz wyróżnił także Dębno, rozpoczynając od niego serię albumów Zabytki dawnego budownictwa w Krakowskiém . W pierwszym zeszycie zamieścił litografie wykonane na podstawie rysunków i pomiarów Ernesta Baudischa. Kilkanaście lat później okazałą północną fasadę zamku Jastrzębskich uwiecznił niezastąpiony Napoleon Orda.

Zamek w Dębnie od północy, litografia wg rys. N. Ordy, Album widoków, seria 6, 1880 .

Edmund Jastrzębski – w oczach niektórych jemu współczesnych ekstrawagancki despota – traktowany był przez swą bratową Marię, matkę Amelii, z wyrozumiałością i wielką życzliwością. Jako bardzo dobrego człowieka Maria przedstawiała go w listach do założyciela Zgromadzenia Rogacjonistów Najświętszego Serca Jezusowego, sycylijskiego księdza Hannibala Marii di Francia (1851–1927), którego osobowością i głoszonymi ideami była oczarowana.
Zakonnik zaopiekował się biedotą, sierotami i ludźmi z marginesu społecznego Mesyny, rozdawał chleb, zakładał kaplice i sierocińce, a przede wszystkim zapragnął popularyzować modlitwy o dobrych kapłanów dla Kościoła . Na jego apel prasowy o datki Jastrzębska odpowiedziała z entuzjazmem. Osobiste spotkanie i nawiązana korespondencja zaowocowały m.in. pierwszym przekładem modlitwy ks. Hannibala o powołania kapłańskie. Tłumaczenia na język polski i wydania drukiem w Krakowie dokonała oczywiście Maria Jastrzębska .
Z listu Heleny Brzezińskiej, siostrzenicy Marii, do ks. Hannibala z 18 kwietnia 1898 r. wiemy, że matka prosiła go o modlitwę zarówno w 1894 r. – w intencji córki Amelii, jak i w 1898 r. – w intencji syna Stanisława. Helena wspomniała też, że u wielebnego w Mesynie były razem z Marią i Amelią Jastrzębskimi w marcu 1893 r., po drodze z Neapolu do Taorminy. Nie mogły wówczas przypuszczać, że w Rzymie u schyłku następnego stulecia (1990) beatyfikuje, a na początku obecnego (2004) kanonizuje ks. Hannibala papież Polak z Krakowa.

Dwór w Jurkowie. Fot. N. N., w zbiorach Ossolineum.

Pobożni i realizujący wolę przodków rodzice Amelii, będąc w żałobie po stracie siedmioletniego synka Józia, ufundowali w Jurkowie w 1875 r., z pieniędzy zapisanych na ten cel w testamencie przez babkę Amelię Dembińską, górujący odtąd nad okolicą, neogotycki kościół pw. św. Teresy z Avila. Świątynię konsekrował 10 czerwca 1894 r. bp Tomasz Kuliński, w kolejnych latach stylowe ołtarze i pozostałe wyposażenie wykonał w drewnie uzdolniony stolarz z Alzacji, Adolf Felde. Jego dziełem są także efektowne ramy stacji Drogi Krzyżowej, ale już same płaskorzeźby wyszły spod ręki Amelii Jastrzębskiej:

[…] posiadając artystyczny talent, który w malarstwie i rzeźbiarstwie za granicą kształciła, z wybornym pojęciem sztuki wykonała 1890 r. dla kościoła gipsowe stacje męki Pańskiej, uzupełniając tym sposobem przez pierwszą swą pracę ozdobę świątyni, mającej przez długi szereg lat świadczyć o religijnym nastroju jej zacnej rodziny .

A. Jastrzębska, Droga Krzyżowa, 1890, kościół pw. św. Teresy z Avila w Jurkowie.

Panna Jastrzębska miała niewątpliwie wrodzone zdolności plastyczne. Na pewno uprawiała malarstwo – znany jest jej obrazek na szkle, z wizerunkiem Matki Boskiej, umieszczony na jednym z drzew w lesie przy drodze do stacji kolejowej w Biadolinach, nieopodal cmentarza wojennego . Amelia zaprojektowała także secesyjne witraże – m.in. Zmartwychwstanie – w maswerkowych oknach dwupoziomowej, neogotyckiej kaplicy cmentarnej Jastrzębskich w Dębnie, ufundowanej w 1906 r. przez jej matkę. Efektowne witraże z motywem lilii, irysów i popiersiami aniołów wykonał w tym samym roku Krakowski Zakład Witrażów S. G. Żeleński.

Kaplica cmentarna Jastrzębskich w Dębnie, 2019. Fot. E. M. Pawlak.

Największe okno nad wejściem zdobią kalie, tęcza i ptaki oraz gołębica symbolizująca Ducha Świętego. W dolnej krypcie, oznaczonej nad drzwiami herbem Ślepowron, spoczywają szczątki sześciorga członków rodziny Jastrzębskich: Stanisława Leopolda i Marii, Edmunda i Józefy, Jana oraz Adama.

Partie figuralne witraży oraz gołębie poniżej symbolu Ducha Świętego są spójne stylistycznie i charakteryzuje je linearny sposób budowy formy. Te fragmenty należy łączyć z Amelią Ponińską, gdyż podobnych cech stylowych nie da się odnaleźć w innych przeszkleniach na terenie Galicji, powstałych na początku XX wieku. Niezwykła jest też ikonografia bocznych okien, w których ukazano anioły w sposób odbiegający od tradycji. Być może popiersia przedstawiać miały wybrane hierarchie anielskie (na co wskazywałyby zróżnicowane kolory skrzydeł). Natomiast irysy i lilie, wykonane zdecydowanie bardziej „nerwową” kreską i sprawiające bardziej przestrzenne wrażenie, pochodzą najprawdopodobniej od projektantów związanych z zakładem Żeleńskiego .

A. Ponińska, Witraż nad wejściem do kaplicy cmentarnej Jastrzębskich w Dębnie. Fot. E. M. Pawlak.

16 lipca 1894 r., w obecności licznie zgromadzonych krewnych i znajomych, w ustrojonym kwiatami kościele krakowskich kapucynów, panna Jastrzębska poślubiła Mieczysława Eustachego Adolfa hr. Ponińskiego h. Łodzia, urodzonego w 1870 r. na Wołyniu młodszego syna Władysława i Olgi z książąt Światopełk-Czetwertyńskich. Dziś dzięki internetowej genealogii wiemy, że małżonkowie byli kuzynostwem w 8. pokoleniu. Im wtedy wystarczała świadomość przynależności do jednej sfery. Jak się poznali?

Zaproszenie na ślub Amelii Jastrzębskiej i Mieczysława Ponińskiego.

Teść Amelii, „powierzchowności wielkopańskiej, wyjątkowo pięknej i ujmującej, […] twardy dla siebie i innych” , generał armii włoskiej i adiutant honorowy Wiktora Emanuela II, do żywotnych problemów swego narodu podchodził z wielką rezerwą – odmówił udziału w powstaniu styczniowym i przyjęcia dowództwa oddziału wojsk polskich na emigracji, asystował też carowi Aleksandrowi II – by zwolnić majątek żony spod zaborczej kontrybucji – w odsłonięciu pomnika Katarzyny Wielkiej w Petersburgu . Nic też dziwnego, że Mieczysław został zapisany do szkół wojskowych we Florencji i Modenie, a jako podporucznik rozpoczął służbę w 6 pułku lansjerów Aosty. W stopniu porucznika objął etat instruktorski w Szkole Jazdy w Tor di Quinto k. Rzymu. Tam już w 1893 r., w związku z ujawnieniem jego długów karcianych i pokątnego handlu końmi, zagrożony degradacją i sądem wojskowym, został nakłoniony do złożenia dymisji ze stopnia oficerskiego i wystąpienia o stały urlop w randze sierżanta.

Władysław Poniński ok. 1885. Fot. N. N., w zbiorach B. Woropay-Hordziejewicz.

Tymczasem gen. Poniński zanotował w swych sielankowo-poprawnych wspomnieniach, że w lecie 1893 r. „przyjechał Miecio z Włoch do Sapożyna, wziąwszy urlop; z przykrością spostrzegłem w nim objawy zniechęcenia się do służby wojskowej” . Syn zbyt gorliwie, jego zdaniem, oddał się – z niezwykłym rzekomo szczęściem – wyścigom konnym. Nalegał, by mu pozwolić odejść z armii. Ojciec wybrał się do Rzymu, by naocznie przekonać się co do okropnej uciążliwości wojskowej kariery, której młodzieniec przestał pożądać. Rychło się zgodził na dymisję Miecia, a przy okazji zaszedł do włoskiego króla, „po dwóch latach niewidzenia, znacznie posiwiałego i zestarzałego” . Ponińscy wyjechali do Krakowa, a że od ożenku starszego syna Stefana czwarty rok już mijał, postanowili też młodszemu znaleźć dobrą partię.

Ponieważ dla mnie zanadto uciążliwym byłoby bywanie na wieczorach, szczególnie na balach, które się tak późno kończą, prosiłem hr. Antoniego i Stanisława Wodzickich, ażeby zechcieli łaskawie moim synem zaopiekować się i przedstawić go towarzystwu krakowskiemu, czego się z uprzejmą gotowością podjęli i w krótkim czasie dopełnili, tak, że Miecio miał prawie wszystkie swoje wieczory zajęte. Niebawem spostrzegłem, że Mieciowi bardzo podobała się panna Amelia Jastrzębska, na co szczególnej uwagi nie zwracałem, wiedząc, że to jest panna, która ogólnie używała reputację bardzo dystyngowanej osoby i wszystkim się podobała, gdyż nie tylko była przystojną i inteligentną, ale prawdziwą artystką w malarstwie i muzyce. Widząc jednak, że to podobanie w miłość się przemienia i do tego w miłość u młodych ludzi nie zwyczajną, gdyż Miecio zapewniał mnie, że nie kocha się w niej tylko jako w kobiecie, ale jak w istocie wyższej, którą nade wszystko szanuje i podziwia i że to jest zupełnie inne uczucie, jak te, które do innych panien dotąd odczuwał, zapragnąłem i ja bliżej poznać pannę Amelię, chociaż już ją cokolwiek znałem. Zainteresowany entuzjazmem Miecia, poszedłem tedy w dniu, w którym pani Jastrzębska przyjmowała, w zamiarze zbliżenia się do jej córki. Po dłuższej z nią rozmowie, wyszedłem z salonu, z przeczuciem, że ona będzie moją synową – chociaż wtenczas jeszcze, bardzo daleko do tego było – ale wierząc, że mąż i żona od Boga są sobie przeznaczeni, nabrałem przekonania, że panna Amelia przeznaczoną mi była na synową. Przyszłość okazała, że przeczucie moje nie było mylnym – bo mimo iż w początkach różne trudności na drodze stawały, to jednak miłość wzajemna młodych ludzi potrafiła je zwyciężyć. Hr. Zygmunt Pusłowski, mieszkający w Krakowie, do którego Miecio bardzo się był przywiązał, gdyż był jego doradcą w każdej trudnej chwili, czynną rolę odgrywał w tym romansie. Ja zaś, przez ten czas bardzo spokojne życie prowadziłem, bo, prócz na obiad do Resursy, a często do księstwa Heliodorostwa Czetwertyńskich i do pp. Henrykostwa Rodakowskich, mało z Hotelu Saskiego wychodziłem […] .

W kwietniu 1894 r. było już po zaręczynach, a w Sapożynie na Wołyniu rozpoczęto przebudowę i doposażanie dworu na przyjęcie nowych mieszkańców. Znamienne, że pospiesznym przygotowaniem apartamentu dla młodej pary, doglądaniem prac przy budowie większej stajni i wozowni zajmowała się głównie przyszła teściowa Amelii, Olga Ponińska, a nie męski kwiat rodu .
Przyjęcie weselne wyprawili Jastrzębscy w dniu ślubu na pierwszym piętrze barokowego pałacu Sanguszków przy ul. Sławkowskiej 15, gdzie podczas pobytów w Krakowie wynajmowali piękny apartament. W dużym salonie, przy stołach ustawionych w podkowę licznie przybyli goście wznosili toasty i posilali się niezbyt długo, ponieważ młoda para jeszcze tego samego dnia wieczorem wyjeżdżała koleją do Lwowa, a stamtąd do Sapożyna. Tam Amelia i Mieczysław spędzili miesiąc miodowy . W późniejszych latach małżonkowie mieszkali również w Rzymie, Krakowie i Jurkowie.
Boże Narodzenie 1898 r. przyniosło rodzinie Jastrzębskich nagłą i wielką zmianę wraz ze śmiercią Edmunda Jastrzębskiego, stryja Amelii. Zamek w Dębnie, podobnie jak i wszystkie folwarki obejmującego kilka kluczy majątku, przeszły na własność rodziców Amelii.

[…] kolejny pan Dębna różnił się zdecydowanie charakterem od swego popędliwego brata. […] Stanisław Leopold był człowiekiem spokojnym, opanowanym, bardziej elastycznym w postępowaniu z ludźmi i umiejącym iść na rozsądne kompromisy. Nic zatem dziwnego, że za jego czasów ruszył wreszcie długo wyczekiwany remont kościoła nadzorowany przez krakowskiego architekta Zygmunta Hendla, doglądającego również prac renowacyjnych w obrębie zamku. Toteż proboszcz dębiński nie szczędził pochwał […]” .

Krótko cieszył się Stanisław Jastrzębski swoim panowaniem na zamku. Zmarł 20 kwietnia 1902 r., a kolejnym dziedzicem Dębna został jego pierworodny Jan. Marii Jastrzębskiej dane było przeżyć jeszcze prawie 13 lat i niestety doczekać zajęcia zamku przez wojska węgierskie w trakcie przemieszczania się frontu austriacko-rosyjskiego I wojny światowej.
Mieczysław korzystał z posagu żony na tyle, na ile tylko wystarczało mu wyobraźni. Nie mógł się obyć bez koni, startował zatem w konkursach hipicznych, nie szczędząc grosza na elegancki ekwipunek. Był wybitnym jeźdźcem, co udowodnił 15 października 1899 r. w Antoninach, ustanawiając na klaczy Eileen ze stajni Adama ks. Lubomirskiego, rekord Polski w wysokości skoku nad przeszkodą: 165,5 cm .
13 września 1919 r. Poniński zaciągnął się do Wojska Polskiego, podając się za rotmi¬strza wojsk włoskich i podpułkownika armii carskiej. Na podstawie nieprawdziwych danych kwestionariusza osobowego i spreparowanych opinii służbowych, uzyskał stopień majora, a następnie podpułkownika oraz nominację na attaché wojskowego przy polskim poselstwie w Rzymie. Był to przypadek niemający odpowiednika w historii placówek dyplomatycznych II RP. W 1921 r., wskutek zeznań wiarogodnych świadków i kilku sensacyjnych doniesień o przeszłości i poczynaniach Ponińskiego, z Warszawy wysłano „sędziego śledczego mjr. Zygmunta Rumińskiego, który potwierdził […] liczne przykłady rażącego niedopełnienia obowiązków służbowych przez ppłk. M. Ponińskiego” . Hrabiego, narażającego na szwank wizerunek młodego polskiego państwa, odwołano z funkcji, wezwano do kraju i osadzono w areszcie. Postępowania przed Sądem Wojskowym Okręgu Generalnego nr I w Warszawie i obiema instancjami Sądu Honorowego dla oficerów sztabowych Ministerstwa Spraw Wojskowych, odpowiadający już z wolnej stopy Poniński przeciągał aż do 1931 r., w międzyczasie występując z wojska – rzekomo z uwagi na zły stan zdrowia i podeszły wiek – co znacznie utrudniło wydanie wyroku skazującego. Możemy sobie tylko wyobrażać, jak silnie ta afera zaważyła na życiu rodzinnym, kondycji finansowej, stanie psychicznym żony Amelii, pozycji towarzyskiej Ponińskich i szansach matrymonialnych ich córek.
Jakby tego było mało, w latach 20. hrabia wikłał się nieustannie w najróżniejsze spory sądowe z najemcami, dzierżawcami, wierzycielami i dłużnikami, włościanami, którzy nabyli grunty po parcelacji Sapożyna. W aktach krakowskiego adwokata Szymona Feldbluma, przechowywanych w Archiwum Narodowym w Krakowie, możemy znaleźć całe teczki dokumentów spraw o znieważenie i odszkodowania, podatkowych, egzekucyjnych i innych. Amelia coraz częściej uciekała od koszmaru codzienności ku sprawom wzniosłym, sztuce, historii, legendom rodzinnych stron. Interesowały ją dzieje dziedzicznych dóbr, nawet przedhistoryczne. W 1925 r. ofiarowała Muzeum Archeologicznemu PAU w Krakowie naczynia i groty żelazne z grobu ciałopalnego, odkrytego w Jurkowie przy drodze do Koniecmostów.
Brat Amelii, Jan Jastrzębski, kulturalny, łagodny i dowcipny doktor praw, był też marzycielem, miłośnikiem sztuki, duszą towarzystwa i przyjacielem artystów. W 1908 r. gościł Juliana Fałata, który ujął siedzibę rodu w różnych perspektywach na kilku akwarelach. Jedna z nich, Fragment dziedzińca zamkowego w Dębnie zdobi Galerię Rogalińską Edwarda Raczyńskiego (obecnie Muzeum Narodowe w Poznaniu), inna – Zamek w Dębnie, niegdyś w zbiorach Muzeum Śląskiego – zaginęła.

 

J. Fałat, Fragment dziedzińca zamkowego w Dębnie, 1908, w zbiorach Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Wiosną 1923 r. dziedzic Dębna po raz pierwszy zaprosił liczniejszą grupę studentów krakowskiej ASP, by, korzystając z jego gościny, uwiecznili na płótnach zamkowe wnętrza i piękno okolicznych krajobrazów. Stare mury ożyły pośród gwaru dyskusji, śmiechu i stukotu rozstawianych sztalug czeredy 29 studentów Stanisława Kamockiego. Wyjazd na plener zorganizował prezes „Bratniaka”, studiujący jednocześnie w ASP i Zakładzie Historii Sztuki UJ, Kazimierz Mitera . Byli w tej grupie późniejsi wybitni malarze, przede wszystkim spora grupa założycieli Komitetu Paryskiego: Seweryn Boraczok, Józef Jarema, Tadeusz Piotr Potworowski, Janina „Enka” Przecławska (później Strzałecka), Janusz Strzałecki, Marian Szczyrbuła, Zygmunt Waliszewski oraz Hanna Rudzka, która wykonała wówczas m.in. olej na tekturze Pejzaż z Dębna (zbiory Muzeum Okręgowego w Tarnowie). Rok później poślubiła w Krakowie Jana Cybisa i wraz z innymi kapistami wyjechała do Paryża.

 

J. Fałat, Dębno, 1908, w zbiorach prywatnych.

W zajęciach prowadzonych przez Kamockiego w Dębnie brali też udział: Stanisław Charzyński, Samuel Cygler, Aleksander Czeczott, Włodzimierz Dworski, Jadwiga Hoffmanówna, Karol Kossak, Józef Krzyżański, Karol Larisch, Zofia Lipińska, Marta Midowiczówna, Halina Pasionkówna, Leszek Pindelski, Maria Ritter, Władysław Stapiński, Stanisław Studencki, Juliusz Studnicki, Antoni Teslar, Kazimierz Tomorowicz, Jerzy Wolff, Mieczysław Adam Wysocki oraz córka zaprzyjaźnionego z Jastrzębskim krakowskiego lekarza, Maria Witkowska. Na jeden dzień wpadł do zamku Zygmunt Król, późniejszy profesor ASP . W kolejnych latach na plenery przyjeżdżali do Jastrzębskich również inni artyści, m.in. Stanisław Appenzeller:

Bezdzietny ziemianin Jastrzębski, przebywający głównie w mieście, jako hojny gospodarz chętnie ściągał przez kilka lat młodych artystów na letnie plenery. […] Maria Witkowska bywała na zamku niemal rezydentką, zaproszony przez nią Appenzeller pojechał tam w 1924 roku na dłuższy czas. W liście do matki pisał, że ma zamiar udać się do Dębna już 25 kwietnia, na – trwające miesiąc – wakacje wielkanocne. […] Z Dębna Stanisław wysyła następne listy, w których prosi m.in. o ugoszczenie przez dwa miesiące w Grimaldi panny Witkowskiej. […] Syn proponuje umieszczenie dziewczyny w „starym zamku”, zapewniając, że nie będzie się bała – podczas miesięcy spędzonych samej w Dębnie broniła bowiem zamku „z rewolwerem w ręce” przed bandytami .

Plener malarski w Dębnie, 1923. Fot. W. Mądroszkiewicz, w zbiorach BN.

To jednak plener 1923 r. został najlepiej zapamiętany i udokumentowany jako kilkutygodniowa, intensywna – zarówno pod względem twórczym, jak i emocjonalnym – integracja grupy kolorystów. Być może to podczas dębińskich studiów, rozmów, zabaw i wycieczek zaczęły się konkretyzować plany wspólnej przeprowadzki do Paryża – parę miesięcy po pobycie u Jastrzębskich grupa ta sformowała Komitet Paryski i rozpoczęła gromadzenie środków na wyjazd; jak ważny był on dla polskiego malarstwa, nie trzeba nikogo przekonywać.
Z okazji 85. rocznicy tego wydarzenia, w 2008 r. zainicjowano w Dębnie cykl corocznych Integracyjnych Plenerów Malarskich, organizowanych przez Muzeum Okręgowe w Tarnowie i Dębińskie Centrum Kultury.
Źródła zapału wśród młodych malarzy i kierunki ich pasji twórczych w latach 20. opisał goszczący w Dębnie Jerzy Wolff (1902–1985), wnuk Augusta Roberta, współtwórcy oficyny Gebethner i Wolff, biograf Waliszewskiego, jeden z młodszych kapistów, który po wojnie przyjął święcenia kapłańskie:

Kiedy z tegoż Dębna razem z kapistami, którzy pewnej niedzieli przybyli nas odwiedzić (były z nami w Dębnie Hanka Rudzka i Enka Przecławska – przyszłe kapistki), urządziliśmy drabiniastymi wozami wycieczkę do Czchowa i Melsztyna, opowiadał mi Kazek Mitera (na jednym razem jechaliśmy wozie), że oni – kapiści (używam tu terminu tego przez antycypację) zagranicznych wojażów nie pragną. Ale by pragnęli za to móc po Polsce sobie powędrować – kościoły stare oglądać, figury przydrożne i krzyże, po chałupach obrazki na szkle – by nasiąknąć jakoś tym, co im się wydaje jak najbardziej polskie, jak najbardziej bliskie. I na tym to naszym mocno się wspierając, swoją sztukę stworzyć – inteligencką, lecz wyrosłą razem z naszej narodowej i plemiennej gleby .

Album 17 fotografii z tego wyjazdu, wykonanych przez Walentynę Mądroszkiewicz, studenci podarowali rektorowi ASP, Adolfowi Szyszko-Bohuszowi 17 czerwca 1923 r. Nazajutrz na pierwszych stronach „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” ukazały się ryciny wykonane na podstawie 4 z tych zdjęć oraz entuzjastyczny felieton Aleksandra Birkenmajera, pełen pochwał zarówno dla młodych malarzy, jak i Jastrzębskiego . Krótszą relację (w podobnym tonie) i trzy fotografie opublikował „Tygodnik Ilustrowany” .
Krystyna Libiszowska-Dobrska, bratanica znającego się na rolnictwie i sprawnego w interesach administratora dóbr dębińskich, Józefa Libiszowskiego, nie była zachwycona ani trybem życia, ani decyzjami ekonomicznymi Jastrzębskich, „bogatych szlachciców skoligaconych z arystokracją. Do dwóch braci Jana i Stanisława należały początkowo dwa piękne majątki w Pińczowskiem, Jurków i Dembiany. Stryj Józef powiększył ich fortunę, dokupując inne. Starszy z braci Jastrzębskich, Jan, był ponadto właścicielem Dębna pod Tarnowem, dużego leśnego majątku […]” . Z jej wspomnień dowiadujemy się, że panowie Jastrzębscy bywali na wsi bardzo rzadko. Rozrzutny Stanisław pomieszkiwał na Riwierze Francuskiej i stopniowo trwonił fortunę w kasynach Monte Carlo. Całe tygodnie lubił też spędzać w Nieświeżu u książąt Radziwiłłów. Hazardowe długi zaciągał już od lat 90. XIX w., czym spędzał sen z powiek zatroskanej matki. Wskutek jednej z dotkliwszych przegranych sprzedał rodowy majątek Pełczyska – dużą część wykupił jego brat Jan i rządca Libiszowski, resztę rozparcelowano .
Mimo że bracia pozostali bezdzietni, hrabina Amelia nie stała się formalnie panią na zamku. Po śmierci Jana w 1939 r. oprotestowała przejście schedy na własność Stanisława, bezskutecznie podkreślała własne zasługi i wieloletnią opiekę nad majątkiem rodowym. Wskutek wojny i upaństwowienia w 1945 r. Dębno nigdy nie przeszło w ręce jej potomstwa, choć szczerze o tym marzyła. W pierwszych 5 latach małżeństwa Amelia urodziła trzy córki. Wszystkie były kształcone w renomowanym Gimnazjum Sióstr Sacré-Coeur w Zbylitowskiej Górze, w którym matury zdawało wiele przedstawicielek zamożnego ziemiaństwa. Pierworodna Michalina Maria (1896–1974) wyszła w 1920 r. za dalekiego kuzyna swojego ojca, Edmunda Bronisława hr. Ponińskiego, zamieszkała w rodowych dobrach męża w Małoszowie i tam gospodarowała do końca II wojny światowej. Najmłodsza córka Maria Ludwika (1899–1969) poświęciła się życiu duchowemu, ukończyła studia teologiczne, wstąpiła do świeckiego stowarzyszenia Dzieci Maryi, pracowała po II wojnie światowej jako tłumaczka i redaktorka w Instytucie Wydawniczym PAX.
Średniej córce, Julii Gabrieli (1898–1986) pisane było najdłuższe życie. 2 lutego 1926 r. wyszła za starostę pińczowskiego, prawnika i legionistę Wiktora „Wronę” Lamota, w 1928 r. wybrano ją przewodniczącą Stowarzyszenia „Matka i Dziecko”, prowadzącego przytułek dla biednych kobiet z dziećmi w Toruniu ; rok później – dzięki zaskakującej i błyskawicznej karierze męża – została wojewodziną pomorską . Po odwołaniu męża pod koniec 1931 r., osiadła z nim w podarowanych jej przez rodziców Żurawnikach. Jako kobieta nowoczesna i wyemancypowana chodziła w spodniach i uprawiała tytoń. Ponieważ była porywcza, swój dziennik ze wspomnieniami spaliła tylko dlatego, że syn Marcin nie okazał nim zainteresowania i poproszony nie oddał się lekturze. W powstaniu warszawskim przeżyła cudem zawalenie kościoła, w którym się schroniła . Wojna i polityka rozdzieliła ją z synem, który osiadł we Francji, i z mężem, który znalazł się na emigracji już w 1939 r., a zmarł w Walii 20 lat później.
Złośliwi obserwatorzy wytykali Lamotowi doprowadzenie do majątku przyszłej teściowej Amelii w Jurkowie – w czasie, gdy starał się o rękę hrabianki – linii kolejki wąskotorowej, zwanej odtąd przez miejscowych „lamotówką”. Pracownicy dziedzica Jastrzębskiego plotkowali, że pochodzenia Lamota „nikt tak naprawdę nie znał […] i ludzie mówili, że był prototypem Nikodema Dyzmy” .

Od lewej: Jan Jastrzębski, Amelia i Mieczysław Ponińscy (stoją) i Maria Jastrzębska (siedzi), Brixen 1913. Fot. N. N.

Amelia, za młodu radosna i towarzyska, artystyczna dusza, nie była szczęśliwa w małżeństwie. Poniński był nieprzewidywalnym bon vivantem, ponadto zapalonym lotnikiem; zdarzało się, że listy do żony zrzucał z samolotu, przelatując nad zamkiem. W domu bywał rzadko. Zasłużona dla Dębna kustosz muzeum zamkowego Lidia Luchter-Krupińska, niestrudzona dziejopiska regionu, podsumowała ich relacje w krzywdzącym dla Amelii fragmencie Pocztu pań i panów na Dębnie:

Najwidoczniej miłość familijna dla tego pełnego fantazji i wigoru mężczyzny była tym gorętsza, im dalej od obiektów swych uczuć przebywał. Co prawda… Jego żona nie należała do kobiet nazbyt efektownych. Można się o tym przekonać dzięki fotografii z roku 1913, […] uwieczniającej ją w towarzystwie wiekowej matki Marii, brata Jana i męża właśnie. Amelia ubrała się tu w czarną bezpretensjonalną suknię, głowę przystroiła dziwacznym kapeluszem z wielkim rondem i ogromną kokardą, zaś typem urody (i okularkami!) zdawała się przypominać… zapracowaną Marię Konopnicką. W pewnym stopniu można by więc okazać zrozumienie dla pana hrabiego, wymigującego się od częstszych pobytów w cieple domowego ogniska. Z pewnością czekały go tu nieustanne wymówki zatroskanej, wcześnie podstarzałej żony, zmuszonej zarządzać nie tylko gospodarstwem własnym, ale i wiecznie nieobecnego brata, a te wielkich dochodów nie przynosiły. Tym bardziej więc pani Amelia nie mogła akceptować lekkiego trybu życia swego niefrasobliwego małżonka (o którym jej matka Maria już w trzy lata po ślubie córki pisała do księdza di Francia, że jest człowiekiem gwałtownym i bez zasad), spędzanego głównie przy kielichu dobrego wina i kartach, na które wydawał krocie .

Oddajmy sprawiedliwość hrabinie – w latach poprzedzających wybuch Wielkiej Wojny światowej w Europie modne były zupełnie niepraktyczne i niewygodne kapelusze z olbrzymimi rondami, zdobione kompozycjami z piór, kwiatów, koronek i kokard. Nakrycie głowy Amelii, jak na ówczesne standardy, jest stonowane i wcale nie wydaje się dziwaczne. Co do koloru sukni trudno wyrokować, patrząc na czarno-białą fotografię – mogła być ciemnobrązowa lub granatowa. W oku ponad czterdziestoletniej kobiety dostrzec można nie okularki, a monokl chętnie noszony przez emancypantki. Musiała być jednak wystarczająco „efektowna” w opinii mężczyzn, skoro niespełna cztery lata wcześniej zafascynowała Karola Huberta Rostworowskiego. 1 października 1909 r. Emanuel Pusłowski donosił w liście do Julii Puszetowej: „Karol pisze nowy dramat: Być, którego koncepcja powstała w drodze konno do Jurkowa, gdzie co drugi dzień jeździ do swojej Beatrycze, pani Amelki Ponińskiej” . Była to pierwsza wystawiona na deskach teatru sztuka Rostworowskiego, zatytułowana ostatecznie Pod górę .
Natomiast mąż Amelii – zdecydowanie mało urodziwy – oprócz arystokratycznego pochodzenia, nie posiadał istotnych zalet. Za to z wadami jego charakteru zmagali się latami zarówno członkowie rodziny, jak i przełożeni. Współtworzący polski wywiad w czasie wojny z bolszewikami szef Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, mjr Ignacy Matuszewski ocenił poczucie honoru i godności osobistej u Ponińskiego jako „żadne”, podobnie ideowość w pojmowaniu przez niego służby. Postawa hrabiego musiała wyjątkowo razić lub wręcz oburzać, skoro w wystawionej mu pisemnej opinii młodszy o pokolenie Matuszewski stwierdził „słabą” gotowość ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny, brak lojalności służbowej, złe zachowanie w służbie i poza nią. Uznał bez wahania, że niski poziom etyczny nie pozwala Ponińskiemu zajmować jakichkolwiek stanowisk w armii .

Mieczysław hr. Poniński był postacią wyjątkową w grupie attachés wojskowych Rzeczpospolitej. Jako jedyny spośród prawie 100 oficerów piastujących tę zaszczytną i odpowiedzialną funkcję ewidentnie poświadczył nieprawdę w swym arkuszu kwalifikacyjnym, zatajając zarówno fakt pozbawienia stopnia oficerskiego w armii włoskiej, jak i przyczyny tegoż, w efekcie otrzymując w 1922 r. opinie dyskwalifikujące go pod każdym niemal względem. Wątpliwa wydaje się zresztą także jego służba w armii rosyjskiej, albowiem w zbiorach Rosyjskiego Wojennego Archiwum Państwowego nie zachowała się jego teczka personalna. Stanowisko attaché wojskowego objął więc wyłącznie dzięki zatajeniu prawdy w kwestii przebiegu swej kariery wojskowej. Temu również po części zawdzięczał kolejne awanse na stopnie oficerskie: majora i podpułkownika .

Amelia często pełniła honory pani domu w Dębnie. Oprowadzała wycieczki, opowiadając legendę o białej damie – zamurowanej rzekomo żywcem w baszcie wojewodziance Tarłównie, której złote warkocze w ozdobnym pudełku pokazywała zwiedzającym. Gdy w latach 30. kucharka Zofia Kargol zobaczyła w nocy diabła w pełnym rynsztunku – w cylindrze, ze świecącymi ślepiami, kopytami, czerwonym jęzorem i szponami – i zemdlała, a przerażony pies wskoczył do kredensu, hrabina przytomnie wezwała proboszcza, by poświęcił komnaty zamku. W trakcie niezbędnych procedur w Sali Rycerskiej zerwał się tak silny wicher, że wypchnął okno na zewnątrz, co komisyjnie uznano za dowód czarciej ucieczki . Amelia podejmowała gości w zastępstwie brata Jana lub u jego boku, dlatego w lipcu 1929 r. miała okazję również witać Ignacego Mościckiego. Podczas wielogodzinnego przyjęcia na cześć prezydenta poleciła podać aż 25 potraw. Po oficjeli przybywających koleją Jan kazał wysłać bryczki i powozy na stację w Biadolinach .
Z biegiem lat Amelia doznawała coraz silniejszego rozstroju nerwów, co doprowadziło do jej odosobnienia i kilku prób samobójczych . Gdy wybuchła II wojna światowa, ostatni dziedzic Dębna przebywał jak zwykle za granicą, pozostawiwszy dobra na pastwę okupanta . Niemcy zmusili mieszkańców wsi do pracy w gospodarstwie przyzamkowym, stopniowo niszczyli niestety wyposażenie wnętrz i bibliotekę zamkową.
W lipcu 1940 r. Mieczysław wyjechał z Jurkowa do córki Julii gospodarującej po sąsiedzku w Żurawnikach. Tam aresztowało go Gestapo. Wywieziony przez Niemców w bydlęcym wagonie, trafił najpierw do KL Sachsenhausen. W czasie transportu pomógł mu poeta i działacz ludowy Feliks Rak, o czym wspomniał w tomie Krematoria i róże:

Zobaczyłem wyskakujących z wagonów więźniów, których bili kolbami, ustawieni gęstym szpalerem po obydwóch stronach wagonów, esesmani. Widząc to, wstrzymałem się trochę z opuszczeniem wagonu, a kiedy wyczułem odpowiedni moment, błyskawicznie dałem susa i tak wyskoczyłem, że udało mi się uniknąć uderzenia kolbą. Ustawiono nas piątkami. Tak się złożyło, że trafiłem w sam środek piątki. Następny przybiegł i stanął obok mnie hrabia Poniński. Był bardzo skłopotany, bo w tym całym chaosie i bałaganie zgubił walizkę. Tak starowina (miał już 73 lata) desperował, że zrobiło mi się go żal, więc pobiegłem na jej poszukiwanie. Poczytywałem sobie za wielkie szczęście, że nie zostałem uderzony, gdy wracałem z walizką .

Poniński przekonał wcześniej Raka, by zrezygnował z ucieczki z pociągu, czego ten nie mógł sobie darować, gdy dowiedział się o udanej próbie dwóch innych więźniów. A może właśnie w ten sposób stary hrabia uratował koledze życie?
3 września Mieczysław Poniński został przewieziony do KL Dachau, skąd przysłano informację o zgonie 20 listopada 1940 r. Amelia Ponińska zmarła 20 kwietnia 1944 r.

Podziel się z innymi